Armia - FreakDokładnie dziewięć miesięcy bez jednego dnia czekaliśmy na najmłodsze dziecko Armii.  Taki bowiem okres czasu, dzieli dwa ostatnie wydawnictwa zespołu, styczniowy „Der Prozess” i listopadowy „Freak”. Nagranie w tak krótkim okresie czasu, następcy doskonale przyjętego albumu „Der Prozess” mogło być odebrane jako skok na zbyt głęboką wodę czy nawet lekkomyślność.

Z drugiej strony „Freak” udowadnia jak bogate i zróżnicowane pokłady twórczej ekspresji drzemią w głowach członków Armii. Już po raz drugi w tym roku dostajemy od Tomasza Budzyńskiego i jego kompanów album niezwykle ambitny, wymagający, nagrany bez kompromisów. Album, który z powodu swojego ciężaru gatunkowego w zasadzie nie ma szans na sukces komercyjny w naszym kraju. Album, który nie zawojuje waszych samochodowych odtwarzaczy, nie podbije radiowych list przebojów. I bardzo dobrze… bo spożywanie nowego wydawnictwa Armii porcjami, czy też bez wymaganej dozy skupienia mogłoby zakończyć się katastrofą.

Płytę rozpoczyna psychodela w utworze „Home” ciekawie zaaranżowana partią instrumentów dętych, kontynuowaną także w utworze numer dwa. Oba pierwsze kawałki tworzą spójną całość. Dopełnia  je utwór numer trzy, w trakcie, którego pierwszy raz mamy do czynienia z bardziej zadziornym, garażowym riffem.  W początkowej fazie płyty dość mocno unosi się nad nią ten specyficzny, psychodeliczny duch legendarnej polskiej kapeli reggae Izrael.  Utwory „Grot the Engine driver” oraz „Green” to już ukłon w stronę klasycznej muzyki rockowej. Dominuje spokojne tempo, surowe, lekko transowe riffy oraz spokojny śpiew Budzyńskiego. Oba kawałki są dużo bardziej radiowe, lekko tylko przystrojone wszechobecnym na płycie psychodelicznym klimatem. Intryguje zakończenie utworu „Green”, zaaranżowane na szamańską, folkową, słowiańską nutę, wprowadzające słuchacza w stan lekkiego zaniepokojenia. Stanowi jednocześnie doskonałe preludium do następnego w kolejności utworu tytułowego.

„Freak” otwiera spokojniejszy rozdział płyty. Wyciszony, nastrojowo dopełniony głosem lidera, ciekawie wzbogacony długimi fragmentami instrumentalnego grania. Armia jak nikt inny w naszym kraju potrafi komponować utwory przełamujące magiczną granicę siedmiu minut, grając jednocześnie muzykę, która nie ma prawa znudzić wytrawnego słuchacza. Sięgając przy tym do różnych źródeł, czerpiąc garściami ze stylistyki jazzowej, struktury muzyki psychodelicznej czy też podstaw szeroko pojętej muzyki rockowej. Ich najnowszej płyty nie da się jednoznacznie sklasyfikować. Każdy fan skomplikowanej, poszukującej, nastawionej na ciekawe eksperymenty, wymagającej od słuchacza dużego skupienia muzyki wyniesie z tego wydawnictwa wiele frapujących doznań.

Armia – „Freak”
Isound Labels, 2009

Marcin Kopiec

SłabeNiezłeOkDobreSuper
(głosów: 0)
Wykop!
Dodaj na Facebooku
Dodaj na Gronie
Poleć znajomym


1 komentarz

niebieska

21 stycznia 2010 o godzinie 12:53

swietna, dobrze ze w koncu na naszym rynku muzycznym pojawia sie cos nowego, innego… jak najbardziej godna polecenia oraz kupna, ja juz mam od dawna, a kupilam przez sms’a w one step

Komentuj