Najpierw poprosimy do wejścia fanów – mówi stojący w drzwiach rosły mężczyzna. W ręku trzyma krótkofalówkę, na jego szyi wisi telefon i kilka identyfikatorów. Przez zebrany w holu warszawskiego Teatru Roma tłum zaczynają przedzierać się młodzi ludzie. „To my, to my!” – przekrzykują się, wchodząc po schodach. Przed chwilą skandowali radośnie: „Hey! Hey! Hey!”, wymachując zrobionym domowymi metodami transparentem. Wszystko rejestrują kamery. Atmosfera staje się coraz bardziej gorąca. Za godzinę zespół Hey wyjdzie na scenę i zagra swój koncert bez prądu. To drugi w Polsce koncert z serii MTV Unplugged.
Biletów na ten koncert nie można było kupić. Fani mogli je wylosować w konkursach organizowanych przez MTV i fankluby. To oni siadają najbliżej wykonawców. Organizatorzy usadzają ich na samej scenie, na miękkich czerwonych poduszkach. Reszta gości wypełnia widownię. Techniczni sprawdzają sprzęt. Kamery umieszczone w kilku miejscach testują odpowiednie ujęcia. Światła gasną, to znów rozbłyskują oślepiająco.
Koncerty niezwykłe
Pierwszy koncert z cyklu MTV Unplugged odbył się w 1989 roku. Do dzisiaj bez prądu zagrało ponad 100 artystów. Wśród nich byli m.in. Björk, Bob Dylan, Iron Maiden, Jay-Z, Lauryn Hill czy Lenny Kravitz.
Założenie jest proste. Muzycy grają utwory w wersjach akustycznych. Wymaga to jednak przygotowania całkowicie nowych aranżacji, dzięki czemu znane przeboje brzmią inaczej niż zwykle i często zaskakują słuchaczy.
Do historii unpluggedów przeszedł koncert Nirvany – jeden z ostatnich publicznych występów Curta Cobaina, zarejestrowany pięć miesięcy przez samobójstwem wokalisty. W pamięci organizatorów zapisał się również koncert zespołu Oasis nagrany w 1996 roku. Kilka godzin przed występem wokalista zespołu Liam Gallagher odmówił wyjścia na scenę, bo posprzeczał się ze swoim bratem Noelem, gitarzystą Oasis, kto jest ważniejszy w zespole. Noel musiał zastąpić brata i sam zaśpiewać wszystkie utwory.
Tylko kilku artystów zagrało unplugged dwukrotnie. Pierwszym zespołem było 10 000 Maniacs, drugim R.E.M.
Ostatnim z serii zagranicznych unpluggedów był koncert zespołu Korn nagrany w marcu tego roku. Grupa wykorzystała takie instrumenty jak japońskie bębny taiko, a w nagrywaniu programu wziął udział zespół symfoniczny. Wśród zaproszonych gości znaleźli się Amy Lee z Evanesence i Robert Smith z The Cure.
Do koncertu zostało kilkanaście minut. Na scenę, na której rozstawione są już instrumenty, wychodzi Gustaw, kierownik planu. Informuje o tym, że swoją obecnością wyrażamy zgodę na publikację wizerunku. Potem przychodzi czas na próbę owacji. Widowni nie trzeba długo prosić. Salę wypełniają brawa, pokrzykiwania, gwizdy i tupot nóg. Za trzecim razem Gustaw jest usatysfakcjonowany i schodzi za kulisy.
Wreszcie światła gasną ostatecznie. Publiczność milknie. Ale tylko do czasu, gdy na scenę wychodzą muzycy. Witają ich gromkie, przetestowane przed chwilą brawa i pokrzykiwania. Rozbrzmiewają pierwsze akordy. Na scenie pojawia się Kasia Nosowska. Ciemne włosy, grzywka, zgrzebny płaszczyk. – Jestem strasznie stremowana. Więc nie oczekujcie jakiejś rozbudowanej konferansjerki – tłumaczy. Publiczności zupełnie to nie przeszkadza. Wszyscy patrzą na Kasię jak zaczarowani. Pierwszy utwór, który zabrzmi tego wieczora, to „Fate”.
Koncert zespołu Hey, który odbył się na początku września w Warszawie, był niezwykłym wydarzeniem. Niesamowite, zaskakujące aranżacje („Teksański” w wersji country!), kilkunastu muzyków na scenie, akordeon, smyczki, puzon, lira korbowa i inne niezwykłe instrumenty, w sumie 18 piosenek (nie licząc powtórek). Niesamowite brzmienie i niezwykła atmosfera. Do tego niespodziewani goście. Po pierwszych akordach piosenki „Angelene” z repertuaru PJ Harvey Nosowska na scenę zaprasza Agnieszkę Chylińską. Razem dają niesamowity popis. Spokojna i wycofana Kasia i megadynamiczna Chylińska – to musiało zrobić wrażenie. Kilka utworów później na scenie pojawił się Budyń – wokalista zespołu Pogodno. Razem z Kasią zaśpiewali cover piosenki „Candy” z repertuaru Iggy’ego Popa.
Publiczność słuchała urzeczona. Podczas najbardziej poruszających utworów w oczach słuchaczy błyskały łzy. Koncert zakończył się po ponad dwóch godzinach. Potem jeszcze kilka powtórek, kilka zabawnych sytuacji („Kończmy już, mój synek idzie jutro na 8 do szkoły!” – prosiła Nosowska) i koniec.
Występ Heya był drugim polskim koncertem zorganizowanym w ramach MTV Unplugged. Pierwszy rok temu dała Kayah. Obydwa koncerty potwierdziły renomę unpluggedów cieszących się od lat sławą imprez niezwykłych. Pokazały też, że polscy artyści nie gorzej od zachodnich radzą sobie bez prądu.
Sylwia Kawalerowicz
Monika „Miki” Chojnacka-Maścianica,
music channels manager w MTV Networks Polska oraz producent MTV Unplugged Hey odpowiada na pytania „Maturzysty”.Zdecydowaliście się na organizację koncertów unplugged dopiero w roku 2006. Dlaczego właśnie teraz, po tylu latach funkcjonowania MTV w Polsce?
Zrobienie koncertu MTV Unplugged w Polsce było naszym marzeniem od początku powstania stacji. Jednak dopiero gdy MTV Polska odniosło sukces na naszym rynku, zyskało wiernych widzów i odpowiednie budżety, realizacja takiego koncertu stała się możliwa.Jakie kryteria musi spełnić artysta, który ma zagrać unplugged?
Przede wszystkim musi to być twórca z dużym dorobkiem – koncert powinien być przekrojem przez całą jego twórczość, a nie tylko promocją ostatniej płyty. Musi też sprawdzać się w koncertach na żywo i mieć bliski kontakt z fanami – bo to oni oprócz zespołu są najważniejszym elementem każdego MTV Unplugged. Musi być artystą komercyjnym, ale przede wszystkim szanowanym – tak właśnie jak Kayah czy Hey. Jest mało zespołów i artystów, którzy zabrzmią dobrze bez prądu. To trochę tak jakby stanąć nago przed setką wielbicieli.Co jest najważniejszą cechą koncertów MTV Unplugged?
Atmosfera! I specjalnie na tę okazję napisane nowe akustyczne aranże znanych utworów, których nie usłyszymy już nigdy więcej. To wyjątkowe i jednorazowe wydarzenie.Kto będzie kolejną gwiazdą?
Planujemy kolejne koncerty i mamy w głowie kilku artystów, ale za wcześnie na zdradzenie, kto to będzie.rozmawiała Sylwia Kawalerowicz